• Papugi

    „ (…)Pióra papug o różnej barwie, są niby kwiaty, których ktoś narwie,” Jan Brzechwa

    Więcej

  • Nasze Ptaki

    Przedstawiamy gatunki, jakie posiadamy w hodowli

    Więcej

  • Ciekawostki

    Rozmiary obrączek, i inne ciekawe i przydatne rzeczy w hodowli

    Więcej

  • Budowa wolier

    Nasze realizacje

    Więcej

  • Ptaki Grzebiące

    Naszą egzotyczną hodowlę dopełniają także Olśniaki himalajskie oraz bażanty.

    Więcej

HISTORIA TUPTUSIA, CZYLI JAK ZOSTAŁEM KASKADEREM

HISTORIA TUPTUSIA, CZYLI JAK ZOSTAŁEM KASKADEREM

HISTORIA TUPTUSIA, CZYLI JAK ZOSTAŁEM KASKADEREM

 

Chciałabym w dość komiczny i bajeczny sposób przedstawić wszystkim historię pewnego młodego osobnika z prywatnej hodowli właścicieli strony. Mówię, że to dość bajeczny sposób, ponieważ chciałabym żeby sam się przedstawił. Wiem, że to niemożliwe, ponieważ zwierzęta nie mówią, ale dzisiejsza sztuka i literatura pozwalają puścić wodzę fantazji i ożywić swoich bohaterów. Jednakże zapewniam wszystkich, że historia, o której pisze rzeczywiście miała miejsce i nic tutaj nie zostało zmyślone. Może właśnie ten oto sposób, pozwoli wszystkim osobom zaglądającym na tę stronę poznać papuzie życie, od wewnątrz. Naprawdę warto…

 

Spędziłem wiele czasu na rozmyślaniu…Sytuacja, w którą się wplątałem pozwoliła mi na to… Mówicie, że wasze życie jest trudne? To posłuchajcie pewnej historii, o małym, aczkolwiek ciekawym świata chłopczyku…o kim mowa? O mnie!

Nazywam się Tuptuś i nie jestem nikim wyjątkowym, chociaż tak mnie traktują. Skąd wzięło się moje imię? To efekt pewnego wypadku, o którym opowiem za chwilkę.  Pochodzę z rodziny Patagonek. To niezbyt duże, lecz bardzo zadziorne ptaki. Większą część ciała pokrywają u nas zielono-oliwkowe piórka. Naprawdę należymy do eleganckich, a zarazem wojowniczych papug. Pilnujcie się! Nie zaczepiajcie nas! Może się to dla was źle skończyć! Jesteśmy niczym żółwie ninja, chronimy siebie nawzajem! Nie oznacza to, że jesteśmy odludkami. Kochamy ludzi, jeśli tylko dobrze nas traktują. U mnie wyglądało wszystko inaczej.

Moi rodzice znali się już dłuższy czas, ale dopiero w czerwcu tego roku postanowili założyć rodzinę. W brzuszku u mamy czułem się świetnie, ale nic nie może przecież wiecznie trwać. Niewiele pamiętam z okresu inkubacji, no może za wyjątkiem tego, że w moim jajku było strasznie ciasno. Z reklamacjami zgłoszę się później. Nie wytrzymałem…Przecież w takim miejscu można nabawić się klaustrofobii! Zacząłem przebijać się swoim dzióbkiem przez skorupę, stukałem, pukałem i…UDAŁO SIĘ! Złapałem swój pierwszy swobodny oddech. Oh, to cudowne uczucie, rozkosz, wolność i dzikość zagorzały w moich oczkach. To było szaleństwo. Tyle emocji naraz.

IMG_0884Okazało się, że byłem ostatni i najmłodszy z lęgu. Wyklucie z jajka zajęło mi sporo czasu. Byłem mały, niepozorny i pokraczny, a moja dwójka rodzeństwa duża i rozpieszczana. A ja? A ja byłem skazany na samotność. Długo zastanawiałem się, dlaczego tak musi być? Dlaczego moja mama mnie nie kocha? Dlaczego i dokąd zabrali tatusia? Kiedy dorosnę wszystkiego się dowiem, porozmawiam ze swoją sąsiadką. Wiecie, to Lora Wielka, Majka, wie wszystko o wszystkich, jest kimś w rodzaju detektywa, a może to po prostu starsza pani, której się nudzi, hym… W każdym bądź razie ona wie wszystko!

IMG_0966Jak widzicie moje początki były bardzo trudne i smutne, ale zawsze sobie ze wszystkim radziłem, a i ludziki były dla mnie bardzo dobre. Człowieki za każdym razem wyciągały do mnie pomocną dłoń, nigdy mnie nie odepchnęli. Karmienie z ręki jest nawet miłe, choć nie powiem, troszkę stresujące. Po kilka razy dziennie karmili mnie specjalnym pożywienie, podgrzanym do takiej temperatury, żeby było ono dla mnie zdrowe i bezpieczne. Zauważyłem, że po około dwóch człowiekowatych tygodniach moje posiłki stawały się coraz większe. Nie chodzi mi jedynie o rozmiar porcji, ale o wielkość kawałków. Co tydzień miałem większe rzeczy do dzióbania. Ah i jeszcze jedno! Bezustannie dorzucali mi dużo, ba multuuuuuum owoców. Pychotka! Dzióbek lizać! Dzisiaj jem już wszystko to, co moja rodzina.

IMG_0972Pewnego dnia chciałem jednak zaimponować mojej mamie i rodzeństwu, pokazać im, że jestem już dużym chłopcem. Dużo rozmyślałem. Rozważałem za i przeciw. Bardzo się bałem, ponieważ mamusia mówiła nam, że za dwa tygodnie zaczniemy latać i zwiedzać wolierę. Ja postanowiłem dokonać tego wcześniej. Postanowiłem sobie, że zostanę lotnikiem i alpinistą w jednym. Dla chcącego nic trudnego. Dodreptałem do krawędzi mojego domku i powiedziałem do siebie…POLECĘ…A w moich uszach rozbrzmiewała melodia „Lecę, bo chcę…” I poleciałem, tylko, że na ziemie! Tak oto z alpinisty stałem się kaskaderem na rekonwalescencji.

Moi państwo byli przerażeni. Od razu zawieźli mnie do doktora, który stwierdził złamanie obu łapek. Założono mi coś w rodzaju gipsu. Ale to niewygodne i nie ma się jak podrapać! Cały czas musiałem leżeć na brzuszku i podpierać się dzióbkiem, żeby nie obciążać nóg, posiłki przynoszono mi do łóżka, ale strasznie się nudziłem. Z moimi właścicielami było łatwiej niż z moją mamą, można powiedzieć, że to oni stali się moją rodziną. Kiedy tylko miałem ochotę na zabawę albo masaż brzuszka, głośno śpiewałem, a to skutecznie zwracało ich uwagę. Byłem obolały, ale szczęśliwy. Zapomniałbym, faszerowali mnie mnóstwem wapnia! O fuuu… o bleeee…Ale jak mus, to mus. Czego się nie robi dla zdrowia, eh…

Minęło kilka dni, jak nie kilkanaście, a ja zaczynałem się samodzielnie poruszać i chodzić. Stukałem swoim gipsem i stąd wzięło się moje imię, Tuptuś. Łapki już tak nie bolały. Po trzech tygodniach ściągnięto mi opatrunki, a po kolejnych siedmiu dniach nadeszła pora na długo wyczekiwane lekcje latania. Strasznie się niecierpliwiłem i myślałem, że to prosta sprawa. Przyznaję, wiele brakuje mi do bycia zawodowym lotnikiem, ale wszyscy ciągle do mnie powtarzają „Wszystko w swoim czasie Tuptusiu”.

Nie narzekam. Siedzę sobie w ciepłym pokoju, bez przerwy mam przynoszone pyszne jedzenie i picie. Każdy o mnie dba. Tęsknie jednak za swoim domem, za tym prawdziwym domem, w którym się urodziłem. Jestem strasznie sentymentalny. Mam nadzieję, że kiedy wydobrzeje, mama będzie ze mnie dumna i w końcu poznam swojego tatusia.

To by było na tyle. Przedstawiłem wam pokrótce swoją historię, historię Tuptusia. Jestem małym i kochanym ptakiem, o trudnej przeszłości. Mam nadzieje jednak, że przyszłość będzie dla mnie łaskawsza, ale równie ciekawa.

Pozdrawiam wszystkich papugomaniaków. Dzióbki dla Was :*

Małgorzata Wojciechowska


Komentarze.

  1. Daniel napisał:

    Bardzo ciekawie opisane. Gratuluje Panu. Historia Tuptusia naprawdę jest wzruszająca 😉 Jest to fajny ptaszek, którego okazję miałem poznać. Moja Patagonka nazywa się Kubuś i bardzo dziękuje za niego. Jest on naprawdę mądrym, sympatycznym i ciekawskim ptaszkiem.

Zostaw wiadomość.

*

Twój adres email nie będzie opublikowany. Pola z gwiazdką są wymagane. *

*