• Papugi

    „ (…)Pióra papug o różnej barwie, są niby kwiaty, których ktoś narwie,” Jan Brzechwa

    Więcej

  • Nasze Ptaki

    Przedstawiamy gatunki, jakie posiadamy w hodowli

    Więcej

  • Ciekawostki

    Rozmiary obrączek, i inne ciekawe i przydatne rzeczy w hodowli

    Więcej

  • Budowa wolier

    Nasze realizacje

    Więcej

  • Ptaki Grzebiące

    Naszą egzotyczną hodowlę dopełniają także Olśniaki himalajskie oraz bażanty.

    Więcej

Magia jest wszędzie, – czyli Wrocławskie Zoo w sercu obiektywu.

Magia jest wszędzie, – czyli Wrocławskie Zoo w sercu obiektywu.

Magia jest wszędzie, – czyli Wrocławskie Zoo w sercu obiektywu.

Zapewne, każdy z miłośników znamienitych Ogrodów Zoologicznych wie, co mieści się przy ulicy Wróblewskiego, w starym, ale jakże urokliwym Wrocławiu. Mówimy o najstarszym w Polsce, Wrocławskim Zoo. Najstarsze? Ale jak to możliwe? Otóż to, moi drodzy Zoo we Wrocławiu zostało założone w 1865 roku i liczy sobie aż 148 lat. Nie ma się, więc co dziwić, że według krajan zostało uznane za jedne z najstarszych i największych. Odnośnie wielkości, nie rozchodzi się nam jedynie o rozmiary Ogrodu, które owszem, są imponujące, powierzchnia zajmująca 33 hektary robi wrażenie. Jednakże, czym określalibyśmy jego wielkość, jeśli nie ilością gatunków żyjących na jego terenie? Wewnątrz Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu schronienie dla siebie znalazło ponad 560 gatunków, które w bardzo interesujący sposób zostały rozlokowane w jego wnętrzu. Niestety, bądź na całe szczęście w dniu naszych odwiedzin Brama Główna była zamknięta z powodu remontu. Kochani, to, że coś jest uznawane za historyczne i stare, nie oznacza, że musi być zaniedbane!

Na dzień dobry przywitały nas wybiegi dla wilków oraz tygrysów, a ich dostrzeżenie okazało się nie lada wyzwaniem. Zwierzęta były tak skrzętnie pochowane przed nieznośnym słońcem, że wyczekiwanie na ich wyjście z kryjówki mogło trwać wieczność. Doskonale je rozumiem… ile można wytrzymać w takim upale?!

Pawiany masajskie (2)Szybko okazało się jednak, że los uśmiechnął się do zwiedzających i już na skalistym wybiegu dla małp, mogliśmy podziwiać dzikie harce Pawianów masajskich, które skakały, biegały i krzyczały, a wszystko to miało zwrócić uwagę nowo przybyłych gości. Niektóre osobniki postanowiły się oddać degustacji rozrzuconego słonecznika, i nawet nie zawracały sobie kudłatych głów, zamieszaniem, które wokół nich panowało. Po trudnym, jak się okazało, rozszyfrowaniu ścieżek w Zoo, dotarliśmy do Słoniarni. Rzadko mając okazję widywać wygłupy i pory karmienia Słoni indyjskich cieszyłam się na to jak maleńkie dziecko. Są to naprawdę potężne zwierzęta, lecz w swoim spojrzeniu okazują tyle łagodności i subtelności, że jest to wręcz niemożliwe. Przecież coś takiego jest nierealne! Jak coś tak ogromnego, może być subtelne i delikatne?! A jednak. Słonie mają w sobie wiele gracji i wdzięku, a niejedna baletnica może im tego pozazdrościć. Tymczasem u wybiegu Hipopotamów karłowatych wyrwał się z moich ust okrzyk zachwytu, kiedy malutki hipopotam zauroczył mnie swoją osobą. Te grubiutkie i pokraczne zwierzę wytrwale dreptało za swoją rodzicielką, jak gdyby była ona dla niego całym światem. Nie sposób nie zakochać się w tym obrazku.

Naszym głównym celem okazało się być Akwarium oraz Ptaszarnia, ale wszystko w swoim czasie.

Chcąc dotrzeć do Papuziego sektora musieliśmy ominąć kilka wybiegów. Ominąć w tym przypadku, nie oznacza, że nie zajrzeliśmy do ich wnętrza. Z miłośnikami przyrody jest jak z osobami kochającymi przygody. Czy będąc poszukiwaczem skarbów, nie otworzyłbyś i nie sprawdził, co znajduje się we wnętrzu starej pirackiej skrzyni? Dla mnie takową skrzynią jest każdy wybieg z osobna. Tak, więc, jak myszka zajrzałam do każdej możliwej „szczelinki”.

Szympansy nie były zbytnio zainteresowane moimi staraniami i nie uraczyły nas nawet króciusieńkim spojrzeniem. Leżały jedynie leniwie na trawie i wygrzewając się w słońcu drapały się po swoich brzuchach. Kolejnym przystankiem w naszej podróży było miejsce zajęte wari czarnobiałeprzez Wari czarnobiałe. Czytający kiedyś o nich pewien artykuł, dowiedziałam się, że należą do bardzo aktywnych, jeśli nie nadpobudliwych i głośnych zwierząt. Byłam ogromnie zdziwiona, kiedy jeden z osobników siedział znudzony przy szybie, a jedyne, co go odróżniało od innych, to wielkie przerażenie w jego oczach. Czy miałam wypisane na czole „Zaraz Cie zjem”? A może jedynie czekała go jedna z tych „przyjemnych” rozmów ze swoją partnerką? Tego się chyba już nie dowiemy.

Kiedy dotarliśmy do Akwarium moje serce rozpierała radość. Jako zagorzały wędkarz i fanka ryb, zarówno tych słodko, jak i słonowodnych oraz akwariowych, miałam nadzieje ujrzeć coś niesamowitego i zapierającego dech w piersiach. I tak właśnie było. Jakież rozbawienie ujrzałam w oczach Mateusza, kiedy biegałam od akwarium do akwarium. Na pierwszym planie, zawsze zauważalna była piękna i kolorowa rafa koralowa. Jak zapewne wiecie, cięgle zmieniający się klimat i globalne ocieplenie doprowadzają do coraz to większego niszczenia raf. Dlatego trzeba mieć na względzie także ich dobro. Początkowo wszystko zapowiadało się grzecznie. Pamiętacie bajkę „Gdzie jest Nemo”? To właśnie jej bohaterowie powitali nas w pierwszym zbiorniku. Para Błazenków tańczyła wokół siebie i oskubywała wodne rośliny. W tym miejscu to ja mogłam popisać się wiedzą i bez najmniejszych trudności ujrzałam zagrzebanego w piasku Węgorza ogrodowego, a nieopodal niego beztrosko pływały Koniki morskie. Najbardziej komicznie, jeżeli chodzi o wodne życie, zaprezentował się Rak luizjański, który skrzętnie ukrywał się wśród liści dębu zanurzonych w wodzie. Zapewne był na przeszpiegach.rak luizjański Nagle naszym oczom ukazała się Pirania czerwonooka. Przez chwilę zastanawiałam się, dlaczego jest skazana na samotność, lecz w krótkim czasie okazało się, że należy do jednej z najagresywniejszej odmiany tej ryby. Wniosek nasuwa się sam… Ryba zabójca. Spacerując koło kolejnego akwarium nie sposób było ominąć dziwną rybę, o żółtych płetwach i ogonie. Mowa o Kolcobrzuchu nakrapianym. Swoim kształtem przypominał mi miniaturową beczkę, no cóż… paski pogrubiają. Po tych słowach nie chciałabym się znaleźć blisko niego. Aż tu nagle, przepłynęła przed nami majestatyczna Skrzydlica ognista. Drapieżna ryba mórz i oceanów, która doskonale potrafi się maskować i atakować z ukrycia. Żaglowiec wysoki znalazł schronienie wśród skał i konarów wraz z Brzanami i Paletkami. Wracając jednak do Żaglowca. Ilu z was wiedziało, że pomimo swoich znacznych rozmiarów, rośnie on przez całe swe życie? Naszą przygodę z rybami, ku mojemu niezadowoleniu, zakończyliśmy na stadzie ogromnych Piranii i Płaszczkach, które uśmiechały się do nas przez szybę.

Nieopodal rancza stał niewielki wybieg. Skoro jest wybieg, musi być i zwierze. I było. Wiewiórki trójbarwne. Wielkie słowa uznania dla Mateusza, któremu udało się uwiecznić jedną z nich na zdjęciu. Powiem tak, do spokojnych ona nie należała. Później zawędrowaliśmy do zwierząt Ameryki Południowej i tu kłaniały się nam ptaki Nandu oraz stadko Gwanako, które wyglądały na bardzo zmęczone. Leniwy Żubr także się nami nie zainteresował. Zapewne odpoczywał po randce z atrakcyjną samiczką.

niedźwiedź brunatnyIdąc dalej dotarliśmy do nowego wybiegu dla Niedźwiedzi. Początkowo leniwie się przechadzały i cmokały, aż tu nagle!…Coś poszło nie tak! Niedźwiedzie zaczęły ze sobą walczyć i wydobywać przy tym ze swoich gardeł ochrypłe ryki. Hym… Demonstracja siły, czy może zupa okazała się za słona? Nie wszystkie misie były jednak tak agresywne i znalazł się nawet jeden, który swoim łagodnym spojrzeniem przypominał mi Kubusia Puchatka. Miseczka miodu i będzie szczęśliwy. A tymczasem Makaki magoty wytrwale podlizywały się ludziom, za co zostawały sowicie wynagradzane fistaszkami. I nie pokochaj tu takiej małpki.

Wędrując w stronę Madagaskaru, przechodziliśmy w pobliżu zabytkowych Baszt. Myślałam, że ulokowano tam osobniki z rodziny kotowatych, lecz ku mojemu zdziwieniu było to miejsce zamieszkały przez Sowy, Puszczyki i innych nocnych, ptasich łowców.

Madagaskar. Wielu z was kojarzy to z bajką, niemniej jednak rozchodzi się o wyspę. W przypadku naszego Zoo jest to obszar wydzielony dla Antylop Nilgau oraz Lwów angolskich. Oczywistą sprawą jest, że nie znajdują się blisko siebie.struś afrykański Nie każdy król zwierząt jest tak beztroski i przyjazny jak filmowy Alex. Młode dromadery bawiły się ze sobą grzecznie, a ich rodzice korzystali z chwili spokoju. Czy spokojem można nazwać ten gwar wokół nich? Oryksy szablorogie, Żyrafy siatkowane oraz Strusie Afrykańskie prezentowały przed nami swoje zdolności. To niesamowite uczucie móc patrzeć na zachowanie tych zwierząt, które są dla nas tak odległe, nie osiągalne. Wystarczy jednak poświęcić jeden dzień i odwiedzić je we Wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym.

Przed nami jak z nikąd pojawił się pewien budynek. Moja ciekawość sprawiła, że w ułamku sekundy znaleźliśmy się w jego wnętrzu. Przechadzając się między jaszczurkami i wężami, oddzielonymi od nas grubą szybą czułam się bardzo bezpiecznie. Jednakże pewna tabliczka nakazała mi skierować wzrok ku górze, i jak się okazało… niewiedza była duuuużo lepsza. Tuż nad moją głową spały oswobodzone Nietoperze rudawkowate. Ugh, do teraz mam dreszcze.

Ostatecznym punktem naszej wycieczki była długo poszukiwana Ptaszarnia. Okazała się ona być punktem docelowym tej podróży. Autorzy tej strony, jak zauważyliście, nie są jedynie miłośnikami papug. Ich pasją są ptaki egzotyczne, a co za tym idzie, również inne gatunki ptaków, których nie mamy możliwości ujrzeć w naszym krajowym środowisku naturalnym. Papugi są dla nich znamienitym ukoronowaniem tej grupy zwierząt. Droga wybrana przeze mnie i Mateusza prowadziła nas przez alejkę ptaków azjatyckich. Niektóre wyglądały na dumne, inne na niebezpieczne, a jeszcze inne wydawały się uwielbiać pozowanie do zdjęć, i tu mam na myśli Dzioboroga kafryjskiego. Szczególnie jeden z osobników nie stronił od aparatów i kamer. Dusza modela. Kazuar delikatnie nam się ukłonił i dał do zrozumienia, że nie jest zainteresowany naszym towarzystwem. Lepiej po dobroci, aniżeli siłą. Pomiędzy oczkami siatki dostrzegliśmy, dobrze nam znanych Olśniaka himalajskiego oraz Bażanta złocistego. Również Struś Emu oraz Żurawie mandżurskie starały się odizolować od zwiedzających, ale nie było to chyba możliwe. Zupełnym ich przeciwieństwem okazały się być Pawie indyjskie, które podchodziły bardzo blisko siatki, a co odważniejsza osoba mogła je dotknąć. Ja niestety do niech nie należę.

Nareszcie przyszła pora na wcześniej wspomnianą Ptaszarnię. Mina Mateusza… bezcenna, chociaż zmęczona.

Ryżowiec siwy zaprosił nas do środka i napotkaliśmy jak zwykle czujną Lorę Wielką i jej skromnego partnera. Doskonale znamy te papugi i wiemy, że nie są tak potulne, na jakie wyglądają. Po rozdrobnionej korze, wolierę obok, biegały małe, niebieskie gołębie. Koroniec plamoczuby. Jak sama nazwa wskazuje na swojej głowie ma niezwykle interesującą koronę, która momentami przypomina ogon pawia.  Wiecie, że to największy ptak z rodziny gołębi? Ararauna zwyczajna oskubywała gałęzie i bacznie nam się przyglądała. Ileż czasu cie poszukiwaliśmy moja droga! Nie chcąc przeszkadzać drzemiącej Arze zielonoskrzydłej zrobiliśmy jedynie kilka zdjęć i oddaliliśmy się, aby nie zakłócić jej snu. Muszę jednak przyznać, była piękna. Dzioborożec palawański, Kukabura modroskrzydła oraz Wąsal senegalski przypominały mi nadąsane dzieci, którym zabrano lizaka. To było bardzo urocze i często spotykane, nawet w naszym świecie. Z kolei Tukan czerwonodzioby przypominał mi Tukiego z filmu „George prosto z drzewa”. Odkryliśmy jego niszę, a przez naszą nieuwagę paparazzi nie dadzą mu odpocząć. Przypadkowo natrafiliśmy na porę kąpieli Łysaka, nie miał on nic przeciwko temu i spokojnie oddawał się przyjemności. W tak upalny dzień chyba wszyscy o tym marzyli. Dzięki niemu jednak poznaliśmy jego współlokatorów… Drozda czarnopierśnego, Wyspiarka płowobrzuchego oraz Sójkowca czerwonoskrzydłego. Wbrew pozorom nie są to ptaki występujące w Polsce, niestety. Ich „pospolitość” nie powinna jednak umniejszać rangi ich niezwykłości. Słodnik, mały, zadziorny ptaszek, przepiękny Szpak balijski, lśniący niczym śnieg oraz Puchoczuby, które doskonale już znamy, informowały, że powoli zbliżamy się ku końcowi. Ah… wybaczcie, zapomniałabym o Gołębiu zbroczonym. Kochani, proszę, nie przeinaczajcie jego nazwy, ponieważ możecie sami wprawić się w wielkie zakłopotanie. Koniec naszej przygody opiewał w spotkanie oko w oko z Arami niebieskogłowymi i Ararą, potocznie nazywaną Palmkakadu oraz z Arami Epoletowymi. Ara niebieskogłowaTo naprawdę niesamowite i majestatyczne ptaki i bardzo ubolewam, że tak rzadko możemy je obserwować. Zapewne dla właścicieli Centrum Egzotyki cudownym uczuciem byłoby posiadać je w swojej hodowli, a ogromnym wyzwaniem byłoby dbanie o ich byt. Lecz kto nie kocha wyzwań?! Uważam jednak, że wszystkie papugi, ptaki egzotyczne, bądź pozostałe zwierzęta, są tego warte. Czym byłoby nasze życie bez nich? Szare, monotonne, bez żadnych przejaśnień. Są one uwieńczeniem naszego świata, można by rzec, najcudowniejszym diamentem w koronie.

Dzięki takim Ogrodom Zoologicznym w całości poświęcającym się ochronie i udostępnianiu schronienia swoim podopiecznym, mamy możliwość być tak blisko wszystkich zwierząt.

Zoo we Wrocławiu należy do tych dużych, można by rzec, monumentalnych miejsc. Cechuje się swoim ogromem oraz bogactwem gatunkowym. Można je uznać za siedlisko tego, co piękne, rzadkie i niesamowite. Magię wyczuwa się tu zaraz po przekroczeniu bram Ogrodu, kiedy zaglądamy do pierwszych wybiegów. To każde zwierzę z osobna emanuje ogromną energią, która przyciąga wszystkich wokół i wprawia nas w zachwyt. Na tym to polega. Ogród Zoologiczny we Wrocławiu pozwala każdemu z nas, młodym, czy starym, poczuć się dziećmi. Pomaga nam przypomnieć jak wyglądał nasz świat, gdy byliśmy mali. Pomaga nam również, a nawet wręcz o to walczy, aby uświadomić wszystkim, że każda pochopna decyzja, błędna decyzja, nieustająco zmieniający się klimat i wiele innych czynników, może doprowadzić do zagłady tych bezbronnych i niesamowitych zwierząt. Zapytacie mnie „Gdzie tu widzisz czary? Gdzie je znajdziemy?”. Moja odpowiedź będzie prosta. Przeczytaj jeszcze raz ten tekst, albo odwiedź Wrocławskie Zoo. Zrozumiesz wtedy, że magia jest wszędzie tam, gdzie one… dzikie zwierzęta.

Małgorzata Wojciechowska

 


Komentarze.

  1. Marcin napisał:

    Tego szukałem:)

Zostaw wiadomość.

*

Twój adres email nie będzie opublikowany. Pola z gwiazdką są wymagane. *

*